|
Lubię
w ciszy kontemplować naturę, bo w przyrodzie
najłatwiej mi jest dojrzeć obecność Boga.
Leniwe wschody słońca, potęga burzy, spokój
ośnieżonych gór i życiodajność kwiatów,
pozornie zamarłych w bezruchu, są dla mnie
oczywistym świadectwem Jego obecności i
przyjaźni. Ale trudno mi było rozpoznać Boga
w spojrzeniu drugiego człowieka, usłyszeć
jego Słowo z całkiem ludzkich ust. Byłam
zamknięta na drugiego człowieka tkwiąc w
przekonaniu swojej głębokiej i prawdziwej
miłości do Stwórcy. Pielgrzymka otworzyła mi
oczy i serce.
Do
udziału w pielgrzymce dyskretnie nawoływał
ksiądz podczas niedzielnego kazania, a
propozycja ta jak świder wwiercała się w
moją głowę. Rozpoczęła się we mnie dyskusja:
z jednej strony rosła irracjonalna potrzeba
odpowiedzenia „Już idę”, z drugiej strony
postawiłam przed sobą racjonalne argumenty
przeciw tej idei. Nie mogłam tak sobie
zostawić pracy, obowiązków, zleceń, klientów
– tyle było do zrobienia... Umówiłam się
sama ze sobą, że pójdę, jak nie będę miała
wiele do roboty. Ależ ja byłam dumna z
siebie – wykazałam wolę i nie pozostałam
głucha na wezwanie, ale przecież szara
rzeczywistość niechybnie zwolni mnie z tego
romantycznego postanowienia – myślałam.
Przez cały wyznaczony sobie czas obowiązki i
zlecenia kruszyły się, nikt nie odpowiadał
na moje maile, nikomu się nie spieszyło,
wszyscy mieli czas a ja traciłam argumenty w
moim dialogu z Ojcem. Jeszcze się
targowałam, ale bez skutku – Bóg jasno
wskazywał mi drogę i nie mogłam dłużej
udawać, że tego nie widzę. Trochę jeszcze
niepewna poszłam do koncert „Claret Gospel”
do franciszkanów. Siedziałam na końcu ławki,
kiedy dotarła do mnie płonąca świeczka –
zanim puściłam ją w dalszy obieg ludzie
wokół zaczęli klaskać do muzyki. Wobec ich
zajętych dłoni zatrzymałam świecę, muzyka
niebawem ucichła a ksiądz misjonarz rzekł,
że osoby ze świecami właśnie otrzymały
światło Chrystusa...
Najpierw jako ksiądz powiedział mi „Idź”,
potem obszedł się z moimi warunkami jak z
runem Gedeona, na koniec oświetlił mi drogę.
„Idź”- usłyszałam.
Któregoś dnia brat Jarek podczas konferencji
spytał „Dlaczego tu jesteś? Dlaczego
pielgrzymujesz?” Nie znałam odpowiedzi.
Istniało we mnie tylko głębokie zaufanie do
Jezusa, który tak wyraźnie „przeznaczył mi
to miejsce i ten czas”. Czekałam na słowa i
znaki bardziej wyczulona niż zwykle, łakomie
i zachłannie słuchałam LUDZI, poznawałam
ich, obserwowałam i starałam się pojąć,
jaką rolę mają oni do odegrania w moim
życiu, jakim znakiem ja jestem dla nich.
Przyroda nie powiedziała mi tego, co
usłyszałam z ust bliźniego, od którego
uciekałam. W pewnym sensie Bóg mi rzucił
rękawicę. ”Szemrzesz, narzekasz, gościsz w
swoim sercu gniew i pychę, krytykujesz
innych tolerując belkę w swoim oku i jesteś
obca dla ludzi na własne życzenie. A ja
jestem tuż obok. Nogi mnie bolą od pęcherzy,
dławią mnie moje małe wielkie smutki, lecz
ty jesteś nazbyt zajęta swoimi. Podaruj mi
uśmiech, albo jedno słowo. Niech poznam, że
mnie słyszysz”.
Ciężko zobaczyć Chrystusa w siostrze z
kolejki po wodę na bazie noclegowej, w
bracie zajmującym moje miejsce na namiot.
Łatwiej wtedy, gdy wzniosła atmosfera pieśni
pozwala serdecznie uścisnąć pomarszczoną
dłoń pielgrzymującej staruszki. Ale potem
uniesienie i wzruszenie opadają, a ja
powinnam pozostać w swojej odpowiedzialności
za uczucia brata i siostry, mimo że właśnie
dzięki nim kończy się ciepła woda do
mycia... Powinnam i teraz wiem też, że chcę.
Po
to poszłam. Aby nie poprzestawać na
zachwycie nad dziełami Jego rąk, ale bym
dała coś z siebie. Chrystus wymaga ode mnie
głębszej, prawdziwszej miłości, ofiary wobec
drugiego człowieka, którego dotąd
ignorowałam. Wymaga ode mnie
odpowiedzialności za słowa, emocje, uczynki,
wymaga ode mnie prawdy wobec siebie samej. I
pozwala mi na radość życia, rozgrzesza z
doznawania szczęścia.
I
jeszcze poszłam do Matki z moimi intencjami,
wielkimi prośbami i całą listą życzeń. Ale
gdy podeszłam pod jej tron, moje serce
wyszeptało tylko „Przebacz”. Przebacz Matko,
że byłam daleka i niepokorna.
Wróciłam z pielgrzymki czysta i lekka,
świadoma i pokorna wobec swoich słabości i
gotowa nad nimi pracować. Wróciłam z mocnym
postanowieniem poprawy i z głębokim
przekonaniem, że Jezus mnie kocha.
Dziękuję Ci, Panie Jezu za wszystko, prowadź
mnie dalej. Matko dopomóż.
Asia
VI Piesza Pielgrzymka
Diecezji Świdnickiej
na Jasną Górę - 2009 |
|
Moja „przygoda z pielgrzymką” zaczęła się
dość niewinnie. Moja koleżanka zaproponowała
wspólne pójście na pielgrzymkę do
Częstochowy. W pierwszym momencie zgodziłem
się nie mając żadnych oporów, a było to w
okolicy czerwca. Pomyślałem, obronie pracę
licencjacką to mogę iść. Później jednak moje
plany miały się zmienić i miałem wyjechać do
pracy do Holandii. Znajomi, z którymi miałem
jechać, co roku wyjeżdżali z opolskiej
agencji pracy. Jadąc do niej ze mną nie
dostali żadnej oferty pracy, a kolejne 10
agencji które razem z nimi odwiedziłem
jednego dnia powiedziały, że nie mają
żadnych ofert. Wróciłem więc do domu i
zdecydowałem się pójść na pielgrzymkę. Przez
pierwsze dwa dni naszego wędrowania
zastanawiałem się po co idę. Jest wiele
różnych form spędzania wakacji, morze, góry
itp., a ja wybrałem pieszą pielgrzymkę.
Wszystko zmieniło się kiedy dotarliśmy do
Bobolic i gdy poszedłem na modlitwę
przygotowaną przez brata Jarka. Poszedłem z
koleżanką i siedząc w kościele myślałem,
kurcze tyle drogi szliśmy, a jeszcze
modlitwa. Kiedy brat Jarek „kazał” nam
położyć głowę na ławce i wyobrazić sobie
pusty pokój z drzwiami, za którymi stoi Pan
Bóg, coś we mnie pękło. Wsłuchałem się w
słowa Jarka i krok po kroku widziałem to, o
czym on mówi. W momencie gdy wypowiedział
słowa „Drzwi się otwierają i wchodzi
przez nie Pan Bóg. Co czujesz?” Moje serce
ogarnęło niesamowite ciepło i byłem
szczęśliwy. Pojawiły się łzy i chęć bycia
blisko Niego. Kolejnego dnia naszej
pielgrzymki nie mogłem doczekać się już
kiedy przystąpię do spowiedzi świętej. Od
tamtej pory, od momentu wejścia przez drzwi
Boga czułem się zupełnie inaczej. Jakbym
urodził się na nowo. To samo czułem stając
przed obliczem Matki Boskiej
Częstochowskiej. Wróciłem z pielgrzymki, a
uczucie, które otrzymałem trwa dalej i chcę,
aby dalej trwało. Dziękuję Bogu za tą łaskę
i za tą pielgrzymkę. Gorąco polecam
wszystkim, aby chociaż raz wybrali się na
taką pielgrzymkę, ale przede wszystkim
dziękuję Kasi, która namówiła mnie na tą
wyprawę.
Adam
V Jubileuszowa
Piesza Pielgrzymka Diecezji Świdnickiej
na Jasną Górę - 2008 r.
|