Piesza Pielgrzymka Diecezji Świdnickiej na Jasną Górę

 ZIEMIA KŁODZKA GRUPA 3

 
 

Świadectwa

 

Strona główna

O grupie

Świadectwa

Galeria

Linki

Kontakt

 

Świadectwa nadesłane przez uczestników pielgrzymki

 

Napisałeś do mnie list

i czytam go co dzień

między wierszami traw

wyrzuconymi na brzeg kamyczkami

Czytam Ojcze

i nie zawsze rozumiem

 

            Lubię w ciszy kontemplować naturę, bo w przyrodzie najłatwiej mi jest dojrzeć obecność Boga. Leniwe wschody słońca, potęga burzy, spokój ośnieżonych gór i życiodajność kwiatów, pozornie zamarłych w bezruchu, są dla mnie oczywistym świadectwem Jego obecności i przyjaźni. Ale trudno mi było rozpoznać Boga w spojrzeniu drugiego człowieka, usłyszeć jego Słowo z całkiem ludzkich ust. Byłam zamknięta na drugiego człowieka tkwiąc w przekonaniu swojej głębokiej i prawdziwej miłości do Stwórcy. Pielgrzymka otworzyła mi oczy i serce.

            Do udziału w pielgrzymce dyskretnie nawoływał ksiądz podczas niedzielnego kazania, a propozycja ta jak świder wwiercała się w moją głowę. Rozpoczęła się we mnie dyskusja: z jednej strony rosła irracjonalna potrzeba odpowiedzenia „Już idę”, z drugiej strony postawiłam przed sobą racjonalne argumenty przeciw tej idei. Nie mogłam tak sobie zostawić pracy, obowiązków, zleceń, klientów – tyle było do zrobienia... Umówiłam się sama ze sobą, że pójdę, jak nie będę miała wiele do roboty. Ależ ja byłam dumna z siebie – wykazałam wolę i nie pozostałam głucha na wezwanie, ale przecież szara rzeczywistość niechybnie zwolni mnie z tego romantycznego postanowienia – myślałam. Przez cały wyznaczony sobie czas obowiązki i zlecenia kruszyły się, nikt nie odpowiadał na moje maile, nikomu się nie spieszyło, wszyscy mieli czas a ja traciłam argumenty w moim dialogu z Ojcem. Jeszcze się targowałam, ale bez skutku – Bóg jasno wskazywał mi drogę i nie mogłam dłużej udawać, że tego nie widzę. Trochę jeszcze niepewna poszłam do koncert „Claret Gospel” do franciszkanów. Siedziałam na końcu ławki, kiedy dotarła do mnie płonąca świeczka – zanim puściłam ją w dalszy obieg ludzie wokół zaczęli klaskać do muzyki. Wobec ich zajętych dłoni zatrzymałam świecę, muzyka niebawem ucichła a ksiądz misjonarz rzekł, że osoby ze świecami właśnie otrzymały światło Chrystusa...

            Najpierw jako ksiądz powiedział mi „Idź”, potem obszedł się z moimi warunkami jak z runem Gedeona, na koniec oświetlił mi drogę. „Idź”- usłyszałam.

            Któregoś dnia brat Jarek podczas konferencji spytał „Dlaczego tu jesteś? Dlaczego pielgrzymujesz?” Nie znałam odpowiedzi. Istniało we mnie tylko głębokie zaufanie do Jezusa, który tak wyraźnie „przeznaczył mi to miejsce i ten czas”. Czekałam na słowa i znaki bardziej wyczulona niż zwykle, łakomie i zachłannie słuchałam LUDZI, poznawałam ich, obserwowałam     i starałam się pojąć, jaką rolę mają oni do odegrania w moim życiu, jakim znakiem ja jestem dla nich.

            Przyroda nie powiedziała mi tego, co usłyszałam z ust bliźniego, od którego uciekałam. W pewnym sensie Bóg mi rzucił rękawicę. ”Szemrzesz, narzekasz, gościsz w swoim sercu gniew i pychę, krytykujesz innych tolerując belkę w swoim oku i jesteś obca dla ludzi na własne życzenie. A ja jestem tuż obok. Nogi mnie bolą od pęcherzy, dławią mnie moje małe wielkie smutki, lecz ty jesteś nazbyt zajęta swoimi. Podaruj mi uśmiech, albo jedno słowo. Niech poznam, że mnie słyszysz”.

            Ciężko zobaczyć Chrystusa w siostrze z kolejki po wodę na bazie noclegowej, w bracie zajmującym moje miejsce na namiot. Łatwiej wtedy, gdy wzniosła atmosfera pieśni pozwala serdecznie uścisnąć pomarszczoną dłoń pielgrzymującej staruszki. Ale potem uniesienie i wzruszenie opadają, a ja powinnam pozostać w swojej odpowiedzialności za uczucia brata i siostry, mimo że właśnie dzięki nim kończy się ciepła woda do mycia... Powinnam i teraz wiem też, że chcę.

            Po to poszłam. Aby nie poprzestawać na zachwycie nad dziełami Jego rąk, ale bym dała coś z siebie. Chrystus wymaga ode mnie głębszej, prawdziwszej miłości, ofiary wobec drugiego człowieka, którego dotąd ignorowałam. Wymaga ode mnie odpowiedzialności za słowa, emocje, uczynki, wymaga ode mnie prawdy wobec siebie samej. I pozwala mi na radość życia, rozgrzesza z doznawania szczęścia.

            I jeszcze poszłam do Matki z moimi intencjami, wielkimi prośbami i całą listą życzeń. Ale gdy podeszłam pod jej tron, moje serce wyszeptało tylko „Przebacz”. Przebacz Matko, że byłam daleka i niepokorna.

            Wróciłam z pielgrzymki czysta i lekka, świadoma i pokorna wobec swoich słabości i gotowa nad nimi pracować. Wróciłam z mocnym postanowieniem poprawy i z głębokim przekonaniem, że Jezus mnie kocha.

            Dziękuję Ci, Panie Jezu za wszystko, prowadź mnie dalej. Matko dopomóż.

Asia

VI Piesza Pielgrzymka

Diecezji Świdnickiej

na Jasną Górę - 2009

 

Moja „przygoda z pielgrzymką” zaczęła się dość niewinnie. Moja koleżanka zaproponowała wspólne pójście na pielgrzymkę do Częstochowy. W pierwszym momencie zgodziłem się nie mając żadnych oporów, a było to w okolicy czerwca. Pomyślałem, obronie pracę licencjacką to mogę iść. Później jednak moje plany miały się zmienić i miałem wyjechać do pracy do Holandii. Znajomi, z którymi miałem jechać, co roku wyjeżdżali z opolskiej agencji pracy. Jadąc do niej ze mną nie dostali żadnej oferty pracy, a kolejne 10 agencji które razem z nimi odwiedziłem jednego dnia powiedziały, że nie mają żadnych ofert. Wróciłem więc do domu i zdecydowałem się pójść na pielgrzymkę. Przez pierwsze dwa dni naszego wędrowania zastanawiałem się po co idę. Jest wiele różnych form spędzania wakacji, morze, góry itp., a ja wybrałem pieszą pielgrzymkę. Wszystko zmieniło się kiedy dotarliśmy do Bobolic i gdy poszedłem na modlitwę przygotowaną przez brata Jarka. Poszedłem z koleżanką i siedząc w kościele myślałem, kurcze tyle drogi szliśmy, a jeszcze modlitwa. Kiedy brat Jarek „kazał” nam położyć głowę na ławce i wyobrazić sobie pusty pokój z drzwiami, za którymi stoi Pan Bóg, coś we mnie pękło. Wsłuchałem się w słowa Jarka i krok po kroku widziałem to, o czym on mówi. W momencie gdy wypowiedział słowa  „Drzwi się otwierają i wchodzi przez nie Pan Bóg. Co czujesz?” Moje serce ogarnęło niesamowite ciepło i byłem szczęśliwy. Pojawiły się łzy i chęć bycia blisko Niego. Kolejnego dnia naszej pielgrzymki nie mogłem doczekać się już kiedy przystąpię do spowiedzi świętej. Od tamtej pory, od momentu wejścia przez drzwi Boga czułem się zupełnie inaczej. Jakbym urodził się na nowo.  To samo czułem stając przed obliczem Matki Boskiej Częstochowskiej. Wróciłem z pielgrzymki, a uczucie, które otrzymałem trwa dalej i chcę, aby dalej trwało. Dziękuję Bogu za tą łaskę i za tą pielgrzymkę. Gorąco polecam wszystkim, aby chociaż raz wybrali się na taką pielgrzymkę, ale przede wszystkim dziękuję Kasi, która namówiła mnie na tą wyprawę.

Adam

V Jubileuszowa

Piesza Pielgrzymka Diecezji Świdnickiej

na Jasną Górę - 2008 r.