|
"Życie
i nauczanie Teresy uwypukla niezwykle ścisłą więź, jaka istnieje
między misją a kontemplacją. Czuwać u stóp Nauczyciela - to bez
wątpienia początek każdej autentycznej działalności apostolskiej.
Spotkanie z Chrystusem "żywym", jest także spotkaniem z Chrystusem
"spragnionym", którego okrzyk "pragnę" we wszystkich stuleciach mówi
nam o Jego gorącym pragnieniu zbawiania dusz."
Znamy wszyscy misyjny ideał św. Teresy od Dzieciątka Jezus.
Przywołajmy chociażby jej słowa:
"chciałabym przebiegać ziemię, głosić
Twe imię i umieszczać w ziemi niewiernych Twój chwalebny Krzyż";
"nie mogąc być misjonarką czynną,
pragnę nią być mocą miłości i pokuty".
Nasza Święta rzeczywiście była misjonarką miłości, jakkolwiek nigdy
nie marzyła o tym, aby zostać patronką misji. W czasie podróży do
Rzymu, gdzie chciała prosić Leona XIII o pozwolenie na wstąpienie do
Karmelu, trafiły do jej rąk Roczniki Misyjne. Była pełna podziwu dla
pracy misjonarek. Przerwała jednak lekturę mówiąc:
"Nie chcę czytać więcej. Mam już wystarczająco wielkie pragnienie
stania się misjonarką (...). Chcę zostać karmelitanką". Z
pewnością zaważyło na tym słynne nawrócenie zbrodniarza Pranziniego,
które wymodliła. Zdała sobie sprawę z potężnej mocy modlitwy i
dlatego nie wstąpiła do żadnego zgromadzenia misyjnego, ale do
klasztoru klauzurowego; wstąpiła z jasno określoną wizją:
"przyszłam tu, aby zbawiać dusze i modlić się za kapłanów". A w
Dziejach duszy napisała za kilka lat:
"jak piękne jest nasze powołanie..., ofiarujemy nasze modlitwy za
apostołów Pańskich, podczas gdy oni swymi słowami i przykładem
ewangelizują naszych braci".
W
rzeczywistości św. Teresa od Dzieciątka Jezus płonęła zapałem
apostolskim i miała tylko jedno pragnienie:
"kochać Jezusa, i sprawiać, aby był On
kochany". Zamknęła się dobrowolnie za kratą klauzury tylko po
to, aby przez tę, po ludzku mówiąc trudną miłość, kontynuować razem
z Chrystusem dzieło zbawienia. Doszła mianowicie do wniosku, że
"miłość jest wszystkim", że bez miłości
"męczennicy nie chcieliby przelewać krwi, a misjonarze przestaliby
głosić Ewangelię". I znalazła najlepszy sposób ewangelizacji:
"moim powołaniem jest miłość... W sercu
Kościoła będę miłością..., w ten sposób będę wszystkim".
Właśnie to bycie miłością sprawiło, że wyraziła gotowość wyjazdu do
misyjnego klasztoru w Sajgonie, wspomaganego przez Karmel z Lisieux,
że wszystkie swoje modlitwy i wyrzeczenia ofiarowała za zwiastunów
Ewangelii, że korespondowała z misjonarzami, a w czasie
nieuleczalnej choroby gruźlicy, która w wieku niespełna 25 lat
wyrwała ją z tego świata, ofiarowała za nich każdy, stawiany z
trudem krok. Dlatego nie dziwimy się, że Pius XI, papież jej
beatyfikacji i jej kanonizacji, papież, który nazywał ją "gwiazdą
swojego pontyfikatu" i rozczytywał się w jej pismach, ogłosił ją
także Patronką Misji.
Uroczyste ogłoszenie misyjnego patronatu św. Teresy zawierało
równocześnie głębokie przesłanie, aktualne nie tylko siedemdziesiąt
pięć lat temu, ale i dzisiaj, szczególnie dzisiaj. W encyklice
Redemptoris Missio czytamy, że
"duszą wszelkiej działalności misyjnej
jest miłość (...). Miłość jest źródłem i kryterium misji (...),
jedyną jej pobudką" (nr 60). Nieco dalej Ojciec Święty dodaje,
że
"misjonarzom musi towarzyszyć modlitwa
(...), która powinna być złączona z ofiarą" (nr 78). Wiele lat
wcześniej, w encyklice Evangelii Nuntiandi, Paweł VI przypomniał
wielką wartość "modlitwy, milczenia,
pokuty i ofiary" dla skutecznej ewangelizacji, która zawsze
powinna wypływać z miłości (nr 69 i 79). Takie skądinąd jest
przecież nastawienie samego Soboru, który zapraszając wszystkich
członków Kościoła, "aby poświęcili
swe siły dziełu ewangelizacji", przypomina przede wszystkim
potrzebę autentycznego życia wiarą, która nakłania do tego, by
"składać Bogu w spontanicznej ofierze
modlitwy i uczynki pokutne, aby użyźniał swoją łaską dzieło misyjne"
(Ad Gentes, nr 36). Czyż nie tak właśnie czyniła Patronka Misji?
Syntetyzuje to sam Papież w orędziu na Niedzielę Misyjną 1997:
"Przykład i nauka Teresy podkreślają
bardzo głęboki związek istniejący między misją i kontemplacją. Nie
może istnieć prawdziwa misja bez intensywnego życia modlitwy i
głębokiej komunii z Panem, i z ofiarą Jego Krzyża". |