|
Dlaczego jestem w grupie
skupiającej osoby w związkach
niesakramentalnych
Powód pierwszy jest pozornie prosty: bo
najpierw był rozwód,
a potem (ponad
dwadzieścia lat temu) ponowne małżeństwo. Znaleźć
się więc mogłem w grupie z przyczyn natury formalnej. Jest
to
jednak odpowiedź dalece niewystarczająca.
Powód drugi: bo pomimo iż wiedziałem, że
podejmując taką decyzję
w sposób świadomy i całkowicie dobrowolny (tak właśnie było)
wyłączam się z możliwości pełnego uczestnictwa
w Kościele, to jednak
nie przestałem być katolikiem.
Powód trzeci: ocena możliwości uznania za
nieważne poprzedniego
małżeństwa. Rozmowa przeprowadzona w parafii, jak też w
Kurii Biskupiej sprowadzała się do tego samego wniosku - nie
istnieją stosowne
przesłanki. „Białe małżeństwo" - wskazane nam jako jedyne
możliwe rozwiązanie - nie zyskało naszej akceptacji.
Powód czwarty: bo czas upływa i powstaje
najpierw bardzo mglista,
a potem coraz bardziej czytelna chęć jakiegoś
unormowania sytuacji.
To wszystko spowodowało, że z dużym
zainteresowaniem odnieśliśmy
się z żoną do informacji o rekolekcjach wielkopostnych dla
osób pozostających w związkach
niesakramentalnych, jakie zostały
ogłoszone w naszej parafii. Co prawda, w wyniku
zbiegu różnych
okoliczności, nie mogliśmy w nich uczestniczyć,
ale wskazówka już
była. Później, dzięki teściowej, dowiedzieliśmy
się o działaniu takiej grupy przy kościele Świętego Krzyża.
Skorzystaliśmy z nadarzającej
się okazji i odtąd wspólnie uczestniczymy w
comiesięcznych nabożeństwach
i spotkaniach.
Co z tego wynika dla mnie?
Poczucie, że nie wszystko jest stracone, że nie
można tracić wiary
i nadziei. Że wspólna modlitwa w gronie osób
będących w podobnej sytuacji jest czymś innym dla mnie niż
uczestnictwo w „zwyczajnych"
nabożeństwach. Jest to moment szczególnej
refleksji, określającej naszą sytuację, ale również dającej
nadzieję. Borykamy się z tym
samym problemem, którego jesteśmy twórcami.
Wiemy o naszej słabości, ułomności i wszelkiej
niedoskonałości. Lecz jednocześnie
nie zostaliśmy usunięci poza wspólnotę. Fakt -
nie możemy w pełni
korzystać z dobrodziejstw Mszy świętej. Możemy
natomiast być ufni
w miłosierdzie Boże.
Zasłyszane jeszcze w dzieciństwie słowa „Jezu,
ufam Tobie" teraz
na nowo wracają i nabierają szczególnego
znaczenia. Powoli, jakby z oporem buduję własną świadomość
tych słów. A jednocześnie czuję,
że „po ludzku" jestem szczęśliwy, że „po ludzku" nie żałuję
tego,
co nastąpiło. Czy istnieje szansa na to, aby
znaleźć właściwą drogę
postępowania pozostając katolikiem?
Ufam, że tak.
Tomasz
---------------------------------------
List jednego z
uczestników spotkań duszpasterstwa osób żyjących w związkach
niesakramentalnych przy jednej z parafii w Krakowie.
|